
W jednym z wywiadów Prince powiedział: You can't understand the words of the Cocteau Twins songs, but their harmonies put you in a dreamlike state. Dokładnie tak samo jest z muzyką A Sunny Day in Glasgow.
Rozmazane, trudne do rozszyfrowania partie wokalne tworzą na Sea When Absent majestatyczne tło dla melodyjnej harmonii syntezatorów, wyrazistych gitar, basu i najróżniejszych innych osobliwych hałasów. Każda piosenka na płycie brzmi jak piękny bałagan - istne pomieszanie z poplątaniem, które odważnie wychodzi poza ramy utartego podziału utworu na zwrotki i refren. Próżno szukać tu logicznych związków między przechodzącymi w siebie fragmentami, chwytliwych, powtarzających się motywów czy jakichkolwiek prostych i przewidywalnych rozwiązań. Całość płyty jest wręcz nie do ogarnięcia dla ludzkiego rozumu - tyle jest tu dźwięków, kolorów, emocji i niesamowitych przeżyć! Właśnie dlatego nie warto jakoś specjalnie rozmyślać nad muzyką A Sunny Day in Glasgow, rozkładać ją na czynniki pierwsze czy próbować zaszufladkować do jednego gatunku. Niech ten wyjątkowy, zapierający dech w piersiach chaos po prostu wlewa się do naszych uszu i wypełnia je doskonałą muzyką. A jeśli kogoś ciągle dziwi tak wysoka ocena dla tego albumu, polecam położyć się na wygodnym łóżku, założyć słuchawki i przesłuchać Sea When Absent od początku do końca.
Nadal jakieś wątpliwości? Nie? No mam nadzieję :) Tak bowiem brzmi prawdziwe muzyczne katharsis. Tak brzmi album-arcydzieło, najlepsza (póki co) płyta 2014 roku!
Rozmazane, trudne do rozszyfrowania partie wokalne tworzą na Sea When Absent majestatyczne tło dla melodyjnej harmonii syntezatorów, wyrazistych gitar, basu i najróżniejszych innych osobliwych hałasów. Każda piosenka na płycie brzmi jak piękny bałagan - istne pomieszanie z poplątaniem, które odważnie wychodzi poza ramy utartego podziału utworu na zwrotki i refren. Próżno szukać tu logicznych związków między przechodzącymi w siebie fragmentami, chwytliwych, powtarzających się motywów czy jakichkolwiek prostych i przewidywalnych rozwiązań. Całość płyty jest wręcz nie do ogarnięcia dla ludzkiego rozumu - tyle jest tu dźwięków, kolorów, emocji i niesamowitych przeżyć! Właśnie dlatego nie warto jakoś specjalnie rozmyślać nad muzyką A Sunny Day in Glasgow, rozkładać ją na czynniki pierwsze czy próbować zaszufladkować do jednego gatunku. Niech ten wyjątkowy, zapierający dech w piersiach chaos po prostu wlewa się do naszych uszu i wypełnia je doskonałą muzyką. A jeśli kogoś ciągle dziwi tak wysoka ocena dla tego albumu, polecam położyć się na wygodnym łóżku, założyć słuchawki i przesłuchać Sea When Absent od początku do końca.
Nadal jakieś wątpliwości? Nie? No mam nadzieję :) Tak bowiem brzmi prawdziwe muzyczne katharsis. Tak brzmi album-arcydzieło, najlepsza (póki co) płyta 2014 roku!
kakofoniczny
poleca
poleca
Zaczęłam słuchać tej płyty, ale nieco mnie znużyła. Może nie jestem jeszcze na nią gotowa?
OdpowiedzUsuńAczkolwiek cieszę się, że udało ci się znaleźć krążek, który uznać możesz za ten najlepszy w 2014 roku ;) Ja też już taki mam.
Nowy post na http://The-Rockferry.blog.onet.pl (nowy numer muzycznego magazynu "MadHouse")
Zachęciłeś mnie do posłuchania tej płyty. Lubię takie ciekawe smaczki :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy wpis ;)